| |
|
Czytajc relacje ludzi pasjonujcych si dokadnie
tym samym, co my, czyli podrami; odnosi si wraenie, e jest to bardzo proste. "Kupilimy, zapacilimy,
pojechalimy" - to gwne sowa, jakie padaj w relacjach. My "uprawiamy" inna turystyk.
Preferujemy wasny rodek transportu. Pokona odlego kilku tysicy km samolotem nie jest tym samym, co
pokona taki dystans "wasnymi czterema kkami", po drodze majc wiele nieoczekiwanych zdarze.
Nieliczni podejmuj prb sprawdzenia siebie, ale i moliwoci technicznych swojego samochodu, nie majc
adnych gwarancji na sukces wyprawy. Jedna powana awaria samochodu moe zniweczy wszelkie plany.
Podr samochodem gwarantuje nieograniczon mobilno, a tym samym niezaleno.
Pozwala zobaczy wicej i dotrze tam, gdzie docieraj nieliczni.
Rad i pomoc suy nam Pan Wojciech Majewski redaktor programu Speed 2 w TVP3, ktry od samego pocztku
wierzy w powodzenie ekspedycji.
Trasa: Ukraina, Rosja, przejazd przez cay Kazachstan.
Miaa to by pierwsza wyprawa tak maym samochodem, w dodatku osobowym,
w rejon Azji Centralnej. Jej cel to przede wszystkim zapoznanie si z niekonwencjonalnymi miejscami i cigle
jeszcze mao rozpowszechnion w naszym pastwie kultur krajw azjatyckich jak i promowaniem tej strony
wiata jako atrakcyjnego miejsca podroy. Sprawdzenie siebie i moliwoci auta.
Po przygotowaniu Fiata Cinquecento 900 zapada decyzja: ruszamy 25 czerwca
2004 i tak si stao! Przed nami byo ponad 15 tys. km do przejechania.
Pierwsza granica bya w Korczowej. Mina szybko i bezstresowo. Na pytanie,
dokd jedziemy, pada odpowied - Kazachstan. Suby graniczne "popukay si w gow" i yczyy
szczcia.
Pierwsze problemy po 528 km to oczywicie ukraiskie "DAI",
czyli milicja drogowa, ktrej uparcie chcielimy uciec - skoczyo si na yczliwej pogawdce i 20$ apwki.
Kolejne 300 km mijao na rozmowie, co czeka nas dalej w kwestii milicji. Nauczeni dowiadczeniem z ubiegorocznej
wyprawy na Krym nie czekalimy zbyt dugo. Zatrzymano nas w okolicy Umanu za wyprzedzanie na linii cigej,
ale tylko w oczach pana milicjanta, bo dla nas bya przerywana - kolejna apwka 30 hrywien. Tutaj pojawio
si pierwsze zdenerwowanie, bo faktycznie bya linia przerywana. Zrobilimy wywiad rodowiskowy u miejscowych
kierowcw. Okazao si, e nagminne straszenie sdem jest czym powszechnym na Ukrainie i nie naley si
tym przejmowa, a stawki apwek w postaci 100 Euro, jakich daj, naley ignorowa. Przyjta stawka to
10-15 hrywien i tego naley si trzyma. Recept na ukraiskie "DAI" jest cierpliwo w myl zasady:
"Wy macie czas, to i my mamy czas".
Przed
nami by odcinek drogi z Bieogorska na wybrzee poprzez jedno z licznych pasm grskich Krymu. Zlekcewaylimy
znak zakazu przejazdu zgodnie z zasad panujc w pastwach wschodnich: "znakom nie bardzo mona wierzy".
Zreszt miejscowi stwierdzili, i znak naley ignorowa i spokojnie jecha. To 48 km krt, momentami bardzo,
szutrow drog, pnc si midzy licznymi szczytami. Drobne problemy sprawiay strumienie i przeomy, ktre
przecinay trakt. Ale dzielnie stawilimy im czoa. Prdko podrna to ok. 15-20 km/h. Ale krajobraz i
sam klimat tej trasy rekompensuje w zupenoci sabe tempo jazdy.
W planie mielimy przejechanie mierzei zwanej Arbatskaj Striek. Przed
nami jedna z najduszych przejezdnych mierzei w Europie. To 140 km drogi okresowo zalewanej przez Morze
Azowskie. Tempo jazdy to jakie 10 km na godzin, momentami wicej. Samo przejechanie mierzei to tak naprawd
pierwsze wyzwanie dla nas i dla samochodu. Gbokie dziury, tarka przez wiele kilometrw, momentami gboki
piach. Mielimy wraenie, e odkrci si nam kada rubka w samochodzie (drgania).
Tutaj tak naprawd zacza si nasza wyprawa. Przeszlimy chrzest bojowy.
Pocztek sprawdzianu moliwoci naszych i samochodu. Po ok. 70 km co zaczo ociera z tyu auta. Okazao
si, e to zderzak, ktry prawie zgubilimy. Szybka naprawa, humory dopisuj, jedziemy dalej. Pado stwierdzenie,
e to chyba najgorsza droga, po ktrej przyszo nam jecha na tej wyprawie. Jak czas pokaza bya to prawie
"autostrada". Samochd spisywa si dzielnie, sygnalizujc od czasu do czasu, e jednak nie jest
pojazdem terenowym.
Charakterystycznym elementem, ktry bdzie nam towarzyszy wzdu drogi
po azowskim wybrzeu to liczne "Bazy Otdycha" w lepszym lub gorszym stanie. S to miejsca odpoczynku
robotnikw, dzieci, caych rodzin. Mnstwo ludzi, duo haasu. Ale co ciekawe rwnie dua dyscyplina: pobudka
na gwizdek, odpiewanie hymnu, oglnie jak w wojsku. Wsiedlimy w samochd i ruszylimy w stron Rosji.
Wjedamy do Rosji - po 2797 km przejechanych przez Ukrain
i 18 kontrolach przez "wspaniaych" DAI.
Granica Ukraisko-Rosyjska to 8,5 h stresu. Poczwszy od strony ukraiskiej,
gdzie wszystko byoby w porzdku gdyby nie fakt, i wiza tranzytowa w naszych paszportach opiewaa na 3
dni. Peni zaufania wadzom ukraiskim na granicy polsko-ukraiskiej w Korczowej, zawierzylimy sowom celnika,
ktry przekona nas wrcz o tym, e wbija nam omio dniowy pobyt, a tak naprawd wbi 3 dni. Pan Inspektor
zaciera tylko rce ze szczcia, bo oznaczao to dla niego tylko jedno - KASA. Nie by zbyt skonny do
negocjacji, cigle straszy, e nas zawrci. Nie docieray do niego adne tumaczenia, suszne argumenty.
To nauczyo nas jednego - nigdy nie ufa pogranicznikom i dokadnie
sprawdza kad piecztk i informacj. Tak poegnaa nas Ukraina.
Strona rosyjska przywitaa nas do mio. Mnstwo dokumentw, ktre
musielimy wypeni - uwaga - w jzyku rosyjskim. Po opaceniu ubezpieczenia OC na samochd tzw. "strachowki"
20$ (w zalenoci od mocy i pojemnoci silnika) i "wriemiennego wwozu" (tzn. e oprcz nas wjeda
jeszcze nasz samochd) - 100 rubli (na kadej granicy inaczej, bo w drodze powrotnej pacilimy zaledwie
60 rubli). Tumacz to jako zabezpieczenie przed sprzeda pojazdy w ich pastwie. Aha bardzo wane pamitajcie,
e na tranzyt przez Rosj (Biaoru rwnie), Polacy nie potrzebuj wiz - co byo powodem 6 godzinnego postoju,
poniewa na 8 pogranicznikw ani jeden nie wiedzia czy trzeba wiz tranzytow czy nie Polakom. To wiadczy
tylko o jednym - o braku kompetencji, ale i o czstotliwoci turystw polskich. Po kilkunastu telefonach
do wadz centralnych uznano wszem i wobec, e moemy jecha.
Szczliwi ale i umczeni ju przeyciami ruszylimy na podbj Rosji.
Pierwsze miasto to Rostov nad Donem (synne z reszt z "Kryminalnej Rosji", tj. z "Wampira
z Rostova") przywitao nas deszczem i niczym nie oznakowanymi dziurami w jezdni.
W
Wogogradzie bya "powtrka z rozrywki", znw deszcz i znw dziury z ma rnic, tym razem mona
byo swobodnie urwa koo (chwaa czujnoci Joli). Przed nami 425 km. Z umiechem na twarzy, ruszylimy
w drog, mijajc pierwsze osady tatarskie w Szagan-Aman. Pogoda si wyklarowaa, robio si coraz cieplej,
a ju nad Wog w miejscowoci Wierchnelebjae okazao si, e deszcz nawet tam nie dotar. Dojazd nad rzek
Wog by utrudniony. Naley by jednak wytrwaym bo "gra warta wieczki". Woga jest bardzo rozlega,
a jeszcze bardziej pikna. Rankiem obudzi nas przyjemny kobiecy gos. Pani, jak si okazao przeprawia
si swoim samochodem przez te wertepy tylko po to, by przywie nam pieczywo, ktre upieka w nocy. Po krtkiej
rozmowie zaproponowaa, e nas ugoci w swoim domu. Mwia, e u niej jest wszystko i prysznic i ko i
Woga te blisko.
Z tak otwartoci i yczliwoci ludzk osobicie si wczeniej nigdy
nie spotkalimy. Nalegaa wrcz, tumaczc, e bdzie dla niej zaszczytem goci Polakw. Syszaa od ludzi
we wsi, e Polacy goszcz nad Wog i dlatego przyjechaa. Jej intencje byy tak szczere, e a ciko byo
odmwi.
Astracha - miasto synce z najdroszego kawioru wiata. Do Morza Kaspijskiego
okoo 60 km, ale bez moliwoci dojazdu, mona jedynie dopyn dk. Ochoczo jeden z panw zdeklarowa
si zaatwi d. Woga ma wiele rozlewisk, co uniemoliwia bezporednie dojechanie do wybrzea Morza Kaspijskiego.
Zwiedzilimy miasto do szybko, gwnie ksigarnie, poniewa nie mielimy jeszcze mapy Kazachstanu. Nikt
jednak nie sysza nawet o mapie Rosji, a co dopiero o Kazachstanu. Proponowano nam zakup szkolnej mapy
na cian.
Ruszylimy zatem w stron granicy. Po drodze miejscowo Krasnyj Jar
(przeprawa promowa) z dominujc ju kazachsk urod wrd ludnoci.
Odprawa po stronie rosyjskiej mina bezproblemowo, kilka standardowych
pyta, okoo godzina czasu i jedziemy. Granicy Kazachstanu nie wida. Po drodze kolejny prom - 30 rubli
- i jest: Kazachstan. 5 km od strony rosyjskiej.
Po stronie kazaskiej icie rodzinna atmosfera. Sprawdzanie czy jest
wiza, wypenienie deklaracji celnej w jzyku polskim, angielskim lub rosyjskim, oczywicie czasowego wjazdu
pojazdu itd. Atmosfera jest na tyle rozluniona, e pogranicznicy proponuj wdeczk, papierosy. Wszystko
byoby w porzdku gdyby nie upa 40st. I jednak te 4 godziny na penym socu. Ale wreszcie nastpuje mie
poegnanie.
Zaraz za granic tankujemy paliwo - 93 oktany za okoo 1,79z/litr.
A mio przy takiej cenie paliwa si jedzi. Droga jest asfaltowa, w sumie nie najgorsza, co jaki czas
dziury, kolejny. Mijamy pierwsze wielbdy wolno hasajce po stepie. Momentami krajobraz prawdziwej pustyni,
rozlege wydmy itd. Prdko podrna dochodzi do 100km/h.
W Atyrau usiujemy bezskutecznie kupi map Kazachstanu. Pytamy, jak
dojecha nad Morze Kaspijskie, nikt nie wie, a odlego to ok. 40km ?!. Pytany takswkarz mwi, e dojazd
jest zakazany i wszystkie drogi s zamknite. Troszk zdenerwowani i rozczarowani z niemaymi problemami
opuszczamy miasto.
W
miejscowoci Makat spotykamy polskich kierowcw TIR-w. Stwierdzili, e w pierwszej chwili myleli, e Kazachowie
ukradli Polakom samochd, ale gdy usyszeli polsk mow wiedzieli ju, e jestemy Polakami. Rado bya
wielka. Tomek odradzi nam jecha do Aktau - jedynego miasta gdzie jest dostp do morza. To 800 km drogi,
powiedzia, ktra si koczy w tym miecie i nie mona jecha dalej. Chopaki poratowali nas bardzo dobrym
Atlasem Drogowym - DZIKUJEMY!!! Dziki niemu spokojnie ju jedzilimy po Kazachstanie i nie tylko.
Do Aktiubiska mielimy 586 km. Tomek stwierdzi e droga jest w zym
stanie. Ich kolega ten odcinek jecha Kamazem 11 dni. My, nie chcc zawraca, podjlimy si przejecha
t drog. Po wymianie numerw telefonw, yczeniach szczcia ruszylimy.
20 km asfaltu, a potem, no wanie... a potem tylko step i to, co z
drogi zostao. Z pocztku oszukiwalimy si, e tak beznadziejny stan bdzie trwa moe jakie 100 km. Ale
okazao si, e taka droga jest na caym odcinku. Jedzie si gwnie stepem, kurz wchodzi w kad szczelin
w samochodzie. Trzeba ogranicza przewietrzanie samochodu do minimum, ciko jecha z otwartymi oknami.
Jazda z prdkoci 30, moe 40 km/h, gdy rwniejszy odcinek w przypywie odwagi nawet 100 km/h. Kilka, jak
nie kilkanacie razy uderzamy skrzyni biegw i misk olejow o podoe. A to o jaki kamie, a to o kolein.
Jeeli jest ju asfalt to koleina siga bocznej szyby. Czego takiego jeszcze nie widzielimy. A ja narzekam
na stan polskich drg.
Nastpnego dnia dojedamy do maego miasteczka Kagandasz na rodku
stepu. Dolewamy paliwa 80 oktanowego. Samochd sabnie, silnik dzwoni, czu, e nie jedzie mu si najlepiej.
Po ok. 7 godzinach docieramy do Aktiubiska, najwikszego miasta zachodniego
Kazachstanu. Stolica tego regionu jest zadbana, wida, i dba si o czysto. Dolewamy dobrego paliwa.
Wyjazdem z miasta jestemy zachwyceni. Po 2 pasy w kadym kierunku,
ale do czasu. 40 km od miasta marzenie o asfalcie si koczy. Stan drogi stopniowo si pogarsza. Wjedamy
w step zastanawiajc si, czy w ogle jecha dalej. Spotykamy kierowcw wiozcych polskie Kamazy do Afganistanu.
Co ciekawe Kamaz jest w Polsce taszy ni w Rosji i opaca si go przewie przez p wiata jeszcze z kocowym
duym zyskiem. Panowie mwi nam, i noc przez step lepiej nie jecha, szczeglnie, e jest po deszczu.
Czeka nas 360 km po stepie do Aralska. Podobno od tego miasta zaczyna si asfalt.
Jest noc, godzina 0.33, 200 km od Aktiubiska. Do nastpnego miasta
ok. 150 km. I stao si - wjechalimy w boto, ktrego nie byo wida. Samochd utopiony 4 koami po przysowiowe
"oki". Jola zachowuje spokj, Dominik moe zdajc sobie bardziej spraw z sytuacji troch si
niepokoi. Przez 1,5 h prbujemy wypchn samochd. Kpiemy si po kolana w bocie, podkadam kamienie pod
koa. Jola zauwaya wiata samochodu. Biegnie na zamanie karku, gubic w bocie buty. Niestety, kierowca
przestraszy si drobnej, uboconej kobiety i nie zatrzyma si. Zrezygnowani postanawiamy poczeka do rana.
Jest zimno, marzniemy, a samochd coraz bardziej grznie. Po godzinie pada okrzyk: "wiata! Ciarwka!.
Biegniemy oboje. Trzymajc si za rce tarasujemy przejazd. Kierowca staje, pyta, co jest grane. Opisujemy
po rosyjsku sytuacj. Mczyzna postanawia nam pomc. Jednoczenie uspokaja nas, twierdzc, i takie sytuacje
w Kazachstanie to normalne, a on tak ju wypycha samochody od 30 lat. Po 2 godzinach walki z botem i samochodem
udaje si nam go wypchn na suchy teren. Iwan, bo tak mia na imi cieszy si razem z nami. Podzikowaniom
nie ma koca. Radzi ebymy raczej poszli spa, a jazd zostawi na dzie. Tak robimy. Ruch w tamtej okolicy
to 1 ciarwka na 2 dni.
Budzi nas deszcz. Szybko przyrzdzone niadanie i w drog. I tu zaczynaj
si kolejne problemy. Po dwch 180st. obrotach samochodu na stepie przy prdkoci 40 km/h, stwierdzamy,
i jazda po nim jest niemoliwa. Wjedamy na drog. Przypomina rozjedone boto. Samochd jedzie bokiem.
Przednie koa cay czas w lekkim polizgu. ciga nas w rw gboki na jakie 5 m. Spoceni walczymy z nawierzchni.
Po 3 godzinach jazdy, a raczej cikiej pracy fizycznej i umysowej,
pojawia si co, co przypomina asfalt. S to wielkie upane kamienie zalane smo. Jak si okae, tak tutaj
wyglda wikszo drg. Nawierzchnia bardzo nierwna, ale po tym co przejechalimy, to dla nas "st".
Zwracamy na siebie uwag. Samochd wyglda jakby uczestniczy w rajdzie Safari. Spod warstwy bota nie wida
jaki ma kolor. Prdko ronie do ok. 130 km/h. Kamie rozbija prawy reflektor.
Kolejnego dnia mijamy Bajkonur. Stamtd startuj rosyjskie rakiety.
Podobno po starcie zawsze jest saba pogoda i burze piaskowe. Zrobilimy zdjcia z oddali. Nie mona bliej
podjecha ze wzgldu na stref wojskow.
Po
drodze zauwaamy obadowanego motocyklist na brytyjskich tablicach. Zatrzymujemy si. Krtka rozmowa Joli
po angielsku. Chopak na motorze Honda Africa Twin 750 to Malcolm, ktry ju 4 miesice jest w podry,
a jedzie z Londynu do Mongolii. Proponujemy wsplne obozowisko. Mal zgadza si z radoci. Wida, e potrzebuje
kontaktu z kim, z kim moe porozmawia w swoim jzyku. Nie mwi ani sowa po rosyjsku. Okazao si, e
Mal jecha dokadnie t sam drog co my. Rwnie mia due problemy z przejazdem. Jakby nie byo jego motocykl
way z bagaem ok 300kg. Byo zreszt wida, i motocykl te czuje trudy wyprawy.
W Turkestan myjemy samochd, ktry odzyskuje jako taki wygld. Z dobrymi
humorami mijamy Szymkent, w ktrym jemy obiad.
Postanawiamy uda si nad jezioro Balchasz, ale dopiero dnia nastpnego
z powodu zbliajcej si nocy. Namiot rozkadamy nad potokiem przed Taraz. Widok jest niesamowity, uczucie
rwnie. Tutaj prawie 40 st., a w oddali na poudniu 5-cio tysiczniki z onieonymi szczytami.
Wstajemy wczenie, straszne gorco, a przed nami droga przez pustyni
ok. 200 km, Temperatura dochodzi do 50 st. Celsjusza. Wentylowanie samochodu nic nie daje. Wybucha pianka
do golenia. Przynajmniej droga jest cakiem dobra. Samochd troszk sabnie od gorca. Wczesnym wieczorem
trafiamy nad Balchasz. Najwiksze jezioro Kazachstanu. Jestemy rozczarowani. Linia brzegowa jest skalista,
a zejcie do wody zaronite przern rolinnoci. Nie zastanawiajc si dugo, postanawiamy jecha do
Ama Aty. To jakie 270 km. Droga po ktrej jedziemy jest super. Budowali j Niemcy i wida, e jest to
najlepsza droga w Kazachstanie na odcinku z Ama Aty do Pietropawowska blisko granicy z Rosj.
Po drodze przepala si bezpiecznik prawego wiata, jedziemy o jednym. Usterki nie da si wyeliminowa ze
wzgldu na komary i inne krwiopijne owady. Do Ama Aty 70 km.
Rano wjedamy do miasta. Bardzo zatoczone, mnstwo trbicych samochodw.
Charakteryzuje si nisk zabudow. Udajemy si do Medeo, miejsca odpoczynku ludzi z Ama Aty i okolic. Mijamy
najbogatsz dzielnic miasta. Dominuj bardzo drogie samochody i rozlege posiadoci. Medeo to centrum
sportowo-wypoczynkowe pooone 1600 m n.p.m.. Na miejscu czekaj baseny, stadion, lodowisko, wycigi krzesekowe,
liczne grskie trasy. Widoki s niesamowite.
Czekamy na Mal'a, z ktrym umwilimy si telefonicznie. Razem udajemy
si nad Kapciagajskoje jezioro 60 km od miasta. Woda jest krystalicznie czysta. Tylko jak zwykle na brzegu
mnstwo mieci pozostawionych przez Kazachw. Godzina sprztania i ju jest mio. To mia by dzie zasuonego
odpoczynku. Jak si okazao byo cakiem odwrotnie.
Wybralimy si na zakupy, po produkty na niadanie. Mal zosta, pilnujc
przybytku. W zaoeniu miao to trwa 30 minut. Zatrzymaa nas milicja. Mylimy sobie: rutynowa kontrola
jakich przeylimy wiele. Ale dwch panw, jeden z drogwki, drugi z emigracyjnej milicji daj dokumentw
jakich my nie posiadamy. Mianowicie: ubezpieczenia na samochd (obowizkowe - teraz wiemy) i rejestracji
w firmie, ktra nas zaprosia i widnieje na wizie (zarejestrowa trzeba si do 5 dni od wjechania do Kazachstanu).
Zabrano nam dokumenty od samochodu i paszporty. Nic nie pomagay tumaczenia. Samochd chciano odstawi
na parking milicyjny. Nasze przekonywania, i wynika to z braku poinformowania na granicy o potrzebie ubezpieczenia
i rejestracji nie skutkoway. Sytuacja stawaa si grona. Siedlimy pod cian, To by chyba jedyny moment
gdy w oczach Joli widziaem prawdziwy strach, ze mn byo podobnie. Siedzc na pododze patrzylimy na aparatur
do pobierania krwi. Much byo na niej wicej ni na misie sprzedawanym na bazarze. Zagroono nam wizieniem
i bardzo wysokim mandatem. Bylimy uparci, czekalimy wytrwale chyba 2 godziny. Zdyem nawet dzwoni do
Polskiej Ambasady, ale bezskutecznie. Milicjant z emigracyjnej postanowi, i pojedzie z nami do Ama Aty,
do centrali milicji. Ucieszylimy si, bo przynajmniej odzyskalimy dokumenty samochodu i moje prawo jazdy.
Podczas drogi milicjant tumaczy si, e takie s jego obowizki, ebymy si nie denerwowali. Przez t
przejadk spali nam si wentylator chodnicy. Wkrci si w niego jaki drut. Zmuszeni bylimy potem
jedzi po kraju, gdzie temperatura powietrza w cieniu siga 50 st., z silnikiem chodzonym tylko powietrzem.
W centrali kolejne tumaczenie. 7 godzin w pomieszczeniu 2m x 2m, bez
okien, bez picia, bez toalety, o jedzeniu nie wspominajc. Stwierdzono po naszych wyjanieniach, e to nie
my ponosimy odpowiedzialno za zaistnia sytuacj, ale firma "Luck Travel", ktra nas zaprosia.
Wezwano przedstawiciela firmy. Obciono ich mandatem, ktrym z kolei firma chciaa obciy nas, niby e
rejestracja kosztuje 3500 tingw od osoby. Jak si okazao mandat opiewa na 7000 tingw, czyli dokadnie
tyle ile nasza rejestracja. Oburzeni odmwilimy zapaty. Ich dania "szczerze wymialimy",
poniewa w Polsce kosztowao nas to ponad 1000 z, a teraz jeszcze mielimy kopoty z powodu niekompetencji.
Po
powrocie przyszed czas na opowiadanie caego nieprzyjemnego zajcia. Kolacja, a po niej kolejny problem.
Burza piaskowa z piaskiem wnikajcym wszdzie. Ca noc dusilimy si w namiocie, oddychajc przez zwilone
rczniki. Rano miaem pokaleczone gaki oczne, wszdzie by piach. Musiaem 4 dni chodzi ze spuchnitymi
oczami.
By to pierwszy dzie odpoczynku po 16 dniach wyprawy. Woda w jeziorze
krystaliczna i gorca, plaa z mikkim piaskiem, aksamitne dno. Ale, e my dugo nie wytrzymamy w jednym
miejscu, na trzeci dzie ruszylimy dalej. Cel - Jezioro Aako blisko chiskiej granicy. Wypoczywa tam
wikszo ludzi z pd. Kazachstanu.
Ze wzgldu na zaamanie pogody na kolejny cel wybralimy stolic Astan.
Przed Astan sprawdziem opony. Przednie miay ju do. W Astanie kupilimy nowe za okoo 90 z sztuka.
Produkcja rosyjska, ale jechao si na nich bardzo dobrze. Ich poprzedniczki wytrzymay 10 tys. km. Win
za to ponosi jazda po stepie, szorstko asfaltw, wysoka temperatura i potem coraz wysza prdko. Piasek
i szuter dziaa jak papier cierny.
Astana to jedna wielka budowa. Przybywa wieowcw, wielkich sklepw.
Miasto bardzo si rozwija, pomaga mu w tym na pewno status stolicy.
Po drodze do Barawoj mijalimy lawety z samochodami, jedna za drug.
Dominuje Audi, Mercedes i Subaru. Te marki przywoone s z Niemiec lub Litwy. Toyoty przywozi si z Arabii
Saudyjskiej. Odnielimy ponad to wraenie, e w Kazachstanie rzdz na razie 2 marki samochodw: Toyota
wanie i Audi.
Pnym popoudniem dotarlimy do Barawoj. Oczywicie opata za wjazd
do Narodowego Parku. Barawoj to bardzo malownicze pasmo grskie z trzema duymi jeziorami, z ktrych 2 zagospodarowane
s turystycznie. Drogi jak od "linijki", bardzo czysto (surowe kary za zamiecanie). Duo turystw,
wrd ktrych przewaaj Rosjanie. Ale widzielimy te 2 rodziny niemieckie. Polakw brak. Postanowilimy
zosta tutaj duej i zregenerowa siy przed powrotem do Polski.
Po 3 dniach, gdy skra domagaa si ju odpoczynku, postanowilimy pomalutku
wraca w stron Polski.
23 lipca o godzinie 7.30 wjechalimy na granic Kazasko-Rosyjsk.
Przejechalimy po Kazachstanie 7232km, a do domu mielimy jeszcze 4500km.
Kazachowie dokadnie sprawdzili samochd. Wspomagali si dwoma Cocerspanielami,
bdcymi na "porzdnym godzie".
Strona rosyjska bardzo pomocna, ale zaatwienie wszystkich papierw
i opat trwa prawie 3 godziny. Obowizkowe ubezpieczenie na samochd 520 rubli, czasowy wjazd samochodu
60 rubli. Za ksero dokumentw pobierana jest opata ustawowa 20 rubli od strony. Czyli w przeliczeniu prawie
3 z. Co niesamowitego, najdrosze ksero wiata!
Za cel obieramy Jekaterinburg - stolic wschodniego Uralu. Rano dlatego,
poniewa to wielkie miasto, a u nas awaria chodzenia silnika. Poruszamy si po nim, to na luzie, to gasimy
silnik na kadym skrzyowaniu. Dzielnie sobie radzimy. Milicja rwnie pomocna, pozwala sta na zakazie
zatrzymywania.
Przed nami Ural. Prawie 300 km wysokich gr, dugich podjazdw. Dla
nas troszeczk stresu z powodu auta. Jedziemy tak, aby silnik mia odpowiedni temperatur, wyprzedzamy,
gdzie si da, a ruch niedzielny, jak na zo potwornie duy. Momentami temperatura silnika dochodzi do
115 st.. Na kadym zjedzie staramy si j zbi. Najgorsze s roboty drogowe. Trzeba gasi silnik i ponownie
zapala. Tak czsto rozrusznika nigdy nie uywaem. Przed jednym z duszych wzniesie, wyprzedzalimy na
cigej, jak wielu innych kierowcw. Jak si potem okazao, skoczyo si to na 2 godzinnym targowaniu apwki
u milicjantw. Zapacilimy 200 rubli.
Przez Ural jedzie si bardzo dobrze, chocia stan nawierzchni nie jest
wymienity. Rekompensat s przepikne widoki i mijane wsie o charakterystycznej zabudowie. Domki z drewnianych
bali z rcznie rzebionymi i malowanymi przedziwnymi motywami. S to chatki jak z bajki i wida, e ludzie
dbaj o swoje domostwa.
Przed nami Samara, jedno z wikszych miast rejonu. Z powodu zamknicia
mostu wjedamy do centrum - jak si okazuje niepotrzebnie. To e jest znak zakazu nic nie znaczy. Zapytani
milicjanci wysyaj nas na most, ktry podobno jest zamknity, ale i tak wszyscy tam jad. Most jest wielki,
bo rzeka Samara rwnie jest ogromna. Wszystko byoby w porzdku, gdyby nie to, e na most wpuszczani s
tylko miejscowi. Inni pac apwk w wysokoci 200 rubli. My si uparlimy. Postanowilimy, e nie zapacimy
nic. Pan milicjant skierowa nas na bok i kaza zawrci. Odpowiedzielimy, e nie pojedziemy 400 km objazdem,
jak i tak wszyscy jad przez most. Utarczki trway chyba godzin. Milicjant stwierdzi, e jedziemy pod
zakaz wjazdu. My na to, e jak wszyscy mog, to my te. Po chwili na naszych oczach ten sam "przepisowy"
milicjant wzi apwk. Jego przeoony, widzc to, kaza nas przepuci. I tak wjechalimy na most. 7
km korka, poruszalimy si w wim tempie, czasem rozpdem na zgaszonym silniku (brak chodzenia). Stosowalimy
te maksymalne ogrzewanie, eby odda ciepo z ukadu chodzenia. Skutkowao. A nam pot spywa litrami,
bo na zewntrz ponad 30 stopni, my na 3 biegu ogrzewania. Ale opacao si.
23 km za Jelcem zostajemy unieruchomieni. Urywa si centralna apa silnika.
Dalsza jazda jest niemoliwa. Na pobliskim pocie milicji szukamy pomocy. Milicjanci stwierdzaj, e natychmiast
musimy przepchn samochd pod posterunek, gdy 20 minut po zmroku ju go nie bdzie. Jak si okazao jestemy
w najniebezpieczniejszym rejonie Rosji. Straszna bieda, duo bandytw, rekietnierzy. Wida to po uzbrojonych
po zby milicjantach (kaasznikow obowizkowy). Spychamy samochd moe z 400m, toczy si lekko, bo mamy
z grki. Mija godzina, stoimy w miejscu. Milicjanci si zmieniaj. Przyjedaj "Panowie", ktrzy
bardziej przypominaj opisywanych bandytw ni strw prawa. Jola prosi o pomoc. W odpowiedzi widzi znak
podrzynanego garda i wypowied: "Polaczki kaput!". Pojawia si pierwszy stres. Jedyna nadzieja
w polskich kierowcach TIR-w. I w tej chwili jakby spod ziemi wyrosy 2 TIR-y, a w nich Krzysiek (Renault
Magnum) i Krzysiek (Mercedes Atego).
Chwila rozmowy, szybka decyzja: "holujemy was na chroniony parking
w Jelcu, tam co rano wymylicie." Po 40 minutach jestemy na parkingu. Samochd jest unieruchomiony,
ale przynajmniej jest bezpiecznie.
Chwila rozmowy z Chopakami, podzikowania i idziemy spa. Dla mnie
osobicie spao si nad wyraz dobrze, ale to chyba byo zmczenie. Dodam tylko, e lina, na ktrej cignlimy
samochd, jak to Jola zauwaya, bya ciesza ni jej nitki dentystyczne. Ale wytrzymaa!!!
Godzina
6:00 wita nas upa i wszechobecny kurz na parkingu. W drodze do toalety (?) zagadujemy z Mirkiem, polskim
kierowc. Okaza si bardzo miym i pomocnym czowiekiem. Szybko dopija kaw i ju rozpoznaje sytuacj.
Ma 1000 pomysw na minut. Budzi swoich 2 Kolegw Marka i Jurka. Chopcy troszk zaspani, ale szybko bior
si do roboty. Atmosfera jest podbudowywujca i radosna. Zabieramy si za napraw samochodu.
Po godzinie samochd jest sprawny, tzn. mona nim jecha. Robimy pamitkowe
zdjcia. Jest dobrze. Mirek stwierdzi, e Jola gdyby bya mczyzn, mogaby spokojnie jedzi TIR-em.
Nazwali nas Partyzantami. Dlatego, bo jeszcze nie spotkali w swojej karierze tak modych i odwanych ludzi,
ktrzy by Cinquecento wybrali si do Kazachstanu, przejechali go caego i jeszcze dao im to tyle radoci.
Mirek powiedzia mdre sowa: "Podr czuje si wtedy, gdy co si dzieje. Gdyby si nic nie stao,
w ogle nie poczulibymy, e jedziemy. Gdy trzeba pokombinowa, szuka rozwizania, a chce si y."
Panowie niestety jechali na Litw, wic po chwili poegnania, wymianie
nr telefonw i sesji zdjciowej rozjechalimy si. PANOWIE DZIKUJEMY!!!
TO BYA PRZYJEMNO WAS POZNA!!!
Po Rosji w drodze powrotnej przejechalimy 3206 km.
Na granicy rosyjsko-ukraiskiej, obie strony bardzo yczliwie nas potraktoway.
Rosjanie zapytali tylko, czy czego nie wywozimy i czy podobao nam si w Rosji. Zapraszali nas gorco ponownie.
Ukraiscy pogranicznicy z umiechem na ustach zaatwili za nas wszelkie
formalnoci. Nawet nie musielimy wysiada z samochodu (niespotykane!).
Nad rzek Diesn spdzilimy 2 dni, ale nage zaamanie pogody sprawio,
e ruszylimy w drog. Stan drogi po deszczu wyglda nieciekawie. Wjechaem w gbok kau. Uderzenie,
gony huk, samochd staje. To znak, e nasza apa od silnika ponownie ma do. Zaczyna znowu pada. Rozkadamy
narzdzia, podnosimy samochd. Silnik wychyli si w ty, zablokowa, nie mona byo go podnie. Przejedajca
rodzina Ukraicw w biaym Fiacie Ducato pyta: czy trzeba nam pomc. Potwierdzamy, e tak. Z bagawki wysiada
2 postawnych Panw: Serioa i Boria. Bior si do roboty. Staram si im wytumaczy o co chodzi. Pokazuj,
e rozumiej i naprawi to. Pada stwierdzenie, e w aucie jest silnik 2 cylindrowy. Troszk mnie to przeraa,
bo dokadnie wida 4 kable do wiec i same wiece. Pan, ktry to mwi, w dodatku jest mechanikiem!?
Naprawa posuwa si naprzd w momencie, gdy proponuj odkrci ap naprawi
usterk i ponownie j przykrci. Startuj delikatnie silnik, sdzc, e zablokoway si poki gdy zgasiem
go na biegu. Pomaga. Silnik daje si swobodnie podnie. Przykrcamy ap. Skoczone, mona jecha.
Rodzina gorco zaprasza nas w gocin do ich domu. Nie widz innej moliwoci.
My stwierdzamy, ze i tak ju duo zabralimy im czasu. Nic to nie pomaga. Jedziemy na obiad. Jak si okazao
bardzo obfity i uroczysty. Panowie rozlewaj do szklaneczek ich miejscowy trunek. Samogon nazywa si Diesna,
jak pobliska rzeka i ma ponad 60% mocy.
Rano pchamy samochd. Jak si okazao pad rozrusznik. Jeszcze przyjdzie
nam pcha nasz "terenwk" z 7 razy i przez ca granic. Zasada jest jedna: stawa zawsze z
grki. Ze wzgldu na z pogod nie zatrzymujemy si po drodze. Jedynie w celu zatankowania paliwa.
Na granic w Korczowej wjedamy wieczorem, koo 19:00. Kolejka liczy
500 samochodw. Podchodzi do nas dwch wyronitych panw. Proponuj przejazd bez kolejki za 200 z. Odmawiamy.
Niemcy w wikszoci przejedaj za apwk. Wyglda to tak, e zaraz przy szlabanie stoj stjkowi, trzymajcy
miejsca. Gdy kto si zdecyduj zapaci wpuszczaj go zamiast siebie. Czekamy godzin, dwie, cztery. Kolejka
nie zmniejsza si. Do 4:00 przejechalimy moe 200 metrw, a do terminala moe 1 km. Zmorzy nas sen. O
6:30 pobudka. Sytuacja wyglda tak samo, stoimy tam, gdzie stalimy. Kolejka jaka bya, taka jest. Szybka
decyzja, jedziemy do Medyki oddalonej o 70 km. Niecaa godzina i przejcie graniczne, ktre wieci pustkami.
Po Ukrainie w drodze powrotnej przejechalimy 981 km.
Jeszcze tylko pchn samochd i w stron domu. Drogi jakby idealne.
Tylko co z tego, jak na naszych twarzach smutek i ch powrotu w nasze ulubione azjatyckie strony. W naszej
czci Europy nie ma ju tylu niekonwencjonalnych miejsc, nie skaonych zgiekiem cywilizacji.
Przez 36 dni podry pokonalimy dystans 15 678km.
Wytrzymalimy my, wytrzyma samochd!!!
WYPRAWA W LICZBACH:
36 dni - czas trwania wyprawy
15 903 km - cakowita pokonana odlego
500 km - odlego pokonana w Polsce
3778 km - odlego pokonana przez Ukrain
4393 km - odlego pokonana przez Rosj
7232 km - odlego pokonana w Kazachstanie
Ukraina: rednia cena paliwa 2,90 hrywny/litr (PB95) = 1,89 z
Rosja: rednia cena paliwa 14 rubli/litr (PB95) = 1,90 z
Kazachstan: rednie cena paliwa 60 tingw/litr (PB96) = 1,65 z
58 tingw/litr (PB95) = 1,59 z
54 tingi/litr (PB93) = 1,48 z
47 tingw/litr (PB80) = 1,29 z
USTERKI POJAZDU:
1500km - urwany zderzak tylni
3000km - kierunkowskaz przedni prawy (spalona arwka)
3547km - pknity cznik elastyczny wydechu (plecionka)
6400km - rozbity klosz reflektora prawego
7800km - spalony wentylator chodnicy
10000km - wymiana przednich opon na nowe (w Polsce zaoone byy nowe Matador MP12 165/65R13)
14000km - urwana apa centralna silnika |
|
|